sobota, 22 kwietnia 2017

„If you were mine” – Melanie Harlow



Nie spotkałam jeszcze książki wydanej w USA, na którym nie jest napisane Bestseller author. Tak, też było w przypadku tej pozycji. 
Czy aby napewno prawidłowo?

Nie miałam okazji czytać żadnej innej romantycznej historii tej autorki, ale po „If you were mine” raczej nawet nie mam zamiaru. Już tłumaczę dlaczego.

Wszystko miało być takie piękne, pomysł zapowiadał się naprawdę zachęcająco.
Trzydziestoletnia Claire French jest nauczycielką sztuki, po pracy hobbystycznie maluje  w domu, lecz nie pokazuje światu swoich dzieł. Jej przyjaciółka wychodzi za mąż, a nasza bohaterka aby nie być usadzona przy stoliku dla singli, wpada na pomysł, że warto zamówić sobie na ten czas „ chwilowego chłopaka”. 
Tak też robi.

Jej wyborem jest blondyn, który podaje się za pilota o imieniu Fred. Zaczynają prowadzić rozmowę, a następnie umawiają się na wstępne spotkanie, aby zobaczyć jak w ogóle wyglądają. 
Fred nie ma nic z blondyna. Jest brunetem i nie jest pilotem. 
No i końcem końców... nie ma na imie Fred, a Theo. Theo MacLeod. 

Para wybiera się na wesele, grają swoje role, ale przed zatrudnieniem podpisują umowę zwaną „Platoniczną Obietnicą”, która mówi o braku współżyciu między zatrudnionym, a pracodawcą. Można się domyślić, że ten kwitek nie gra roli i nasi bohaterowie przyciągani do siebie jak dwa bieguny magnesu spędzają urokliwie czas nago.
W międzyczasie zaczynają się poznawać, a autorka rozwija osobiste wątki i Claire i Theo. 

Generalnie pomysł na tę książkę jest naprawdę niezły, wszystko się tu zgrywa ze sobą i splata, jest to czego fanku romansu i erotyku w jednym potrzebują. 
Ale...
Wieje nudą. 
Niemiłosierną nudą.

„If you were mine” jest napisane w sposób, który nie pociaga. Męczyłam tę pozycję od połowy, bo nie lubię niedokończonych książek. Poza przyciągającą ( na mnie zadziałała, bo ładne zdjęcie ) okładką, ta pozycja nie ma w sobie nic, co mogłoby sprawić, że napisze iż warto ją przeczytać.


Nie warto.
Szkoda marnować czas, skoro są o wiele lepsze lektury. 
Nawet jeżeli okładka jest miła dla oka. 

Kończąc, może Melanie Harlow ma jakieś lepsze książki, które skupiają rzesze fanek tej autorki. Jak dla mnie, po tej pozycji stwierdzam, że postoję i siegnę po coś innego. Coś co nie będzie sprawiać, że moje oczy będą się zamykać z nudy i będę odliczać do końca pozycji. Trzy razy nie.

Laure


4 komentarze:

  1. Ja również byłam zachwycona okładką książki, chciałam ją zakupić i przeczytać, tymczasem wiem dzięki Tobie, że nie warto :) Dziękuję<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani trochę. Są zdecydowanie lepsze ksiązki.

      Usuń
  2. Nie słyszałam nigdy o tej książce, a dzięki Twojej recenzji uważam, że to dobrze :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja przeszłam to niech posłuży innym :D

      Usuń