poniedziałek, 24 kwietnia 2017

„I love you more than football”



Są książki, które kuszą okładką, albo przynajmniej rzucają się w oczy. Pewnego dnia Amazon podpowiedział mi, abym wzieła „Lion Eyes” Casey Peeler. Pokusiłam się i kupiłam. Teraz zaś przeczytałam. Jak wyszlo?

W tej pozycji spotykamy się z młodymi ludźmi, którzy udają sie dopiero do Uniwersytetu Blue Ridge. Tyke Jamison jest wschodzącą gwiazdą footbolu amerykańskiego, zaś Rilla Dee James jest córką sławnego rozgrywającego Kentona Jamesa, który skończył juz karierę. Poznają się w szkole, a Tykeowi wydaje się, że ma omamy i widzi swoją byłą dziewczynę. 
Byłą dziewczynę, która zgineła wraz z jego przyjacielem w wypadku zderzenia ich auta z pociągiem. Jamison był wtedy kierowcą i obwinia swoją osobę, za to co się stało, dopóki nie poznaje bliżej Rilli, która skrywa się za pseudonimem RJ, aby nikt nie dowiedział się kogo jest córką. Nie chodzi tutaj o wstyd, dziewczyna chce mieć spokój u rówieśników od autografów jej taty. Sam Kenton James jest w tej lekturze dość często, a jego córka jest do niego strasznie przywiązana. 

Między dwójką młodych osób rodzi się uczucie. Od zwykłego biegu po kampusie dochodzimy do... ślubu. Tak, ślubu. Wydarzenia, które zaskakuje obie rodziny. 
Nasi bohaterowie zaczynają dorastać. Rilla po matce odziedzicza fundację, zaś Tyke pnie się po szczeblach kariery, aby zostać rozgrywającym na miarę samego Kentona Jamesa. Pragnie dostać się do drużyny Charlotte Lions. W międzyczasie następują pewne problemy, lecz nasza młoda para doskonale daje sobie z nimi radę. 

Wiecie, że lubię czytać książki nieznanych autorów po angielsku. Nie wiem czemu, wiele razy byłam miło zaskoczona zawartością, kryjacą się za niepozorną okładką, bądź za obcym mi autorem.
Jednak w „Lions Eyes” brakowało mi większej głębi w bohaterach i całej tej historii. Rilla ciągle wspominała o ojcu i o tym jak bardzo kocha Tyke’a. On zaś przeżywa wypadek samochodowy, który spowodował i stracił prawo jazdy. Reszta wydarzeń to wydarzenia w sumie poboczne, ciągnące książkę do przodu.


Na szczeście jest to krótka pozycja, raptem 190 stron, więc szybko żegnamy się z Tykiem i Rillą. W sumie to dobrze, bo wydaje mnie się, że nie warto. Amazon nie trafił w mój gust kompletnie, jeżeli chodzi o sportowe romanse, bo tego nie można nazwać romansem. 
Raczej młodą, rozkwitającą miłością.


Strasznie irytowało mnie to, iż rozmowy między bohaterami są pisane potocznym językiem. W dodatku słowa są dość często powtarzane, jakby nie było zamiennika. Czytałam wiele książek po angielsku i wiem doskonale, że są inne zwroty, niż y’all bądź gotcha, albo skróty znane fanom footbolu amerykańskiego jak QR (quaterback – rozgrywający).

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak dużo napisałam z fabuły książki, bo zazwyczaj tak nie robię, coż... chcę zaoszczędzić Wasz cenny czas, abyście mogli czytać lepsze ksiażki, niż „Lions Eyes”. Mimo, że autorka ma na swoim koncie kilka książek nie mam zamiaru męczyć się z kolejną jej historią, chociaż z tego co widzę po ocenach jej twórczości ma swoje fanki, bo każda pozycja sięga mocnej czwórki w skali piątkowej.

Laure


7 komentarzy:

  1. Kurczę a już myślałam, że kolejny sportowy romans do przeczytania :) Czyli nadal ba szczycie listy do przeczytania zostaje "Player" od K.Bromberg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, przecieram szlaki żebyś mogła zmieniszyć TBR

      Usuń
  2. I tak bym raczej po nią nie sięgnęła, bo nie czytam książek w języku angielskim :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielka szkoda, bo przyznam, że początkowo poczułam się zainteresowana. Jednak tak jak napisałaś na koniec, zaoszczędzę czas i wezmę się za coś innego :)

    OdpowiedzUsuń