niedziela, 5 marca 2017

„Żyj szybko, kochaj głęboko”


Dałam Samanthcie Young drugą szansę, po klapie jaką zaserwowała mi w „To co najważniejsze”. 
W końcu, może to tylko jedna książka jej nie wyszła. Czy seria Into the Deep podbiła moje serce?

No nie.

Nie jestem uprzedzona do tej autorki, ani trochę. Czytałam „To co najważniejsze” z ciekawości, a że na mojej półce znalazły sie dwa tomy jej innej serii to stwierdziłam, że może to będzie lepsze.

 Jest, ale tylko odrobinę. Przynajmniej, nie jest to kiepska podróbka Sparksa.


Bohaterami książki są Jake Caplin i Charley Redford. Poznali się, kiedy rodzice chłopaka przeprowadzili się do Lanton – miasteczka, w którym Charley mieszkała ze swoją rodziną. Ojciec chłopca jest prawnikiem i okazuje się być konkurencją dla miejscowego prawnika – ojca Bretta, który uczęszcza do szkoły wraz z Redford.
Pomijając zagrywki między rodzicami, Jake poznaje Char bliżej, aż oboje zaczynają rozumieć, że łączy ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Pozwalają, aby to uczucie mogło się wydostać z klatki, w której siedziało. Potem zaś, sprawy przybierają zły obrót i para nastolatków rozstaje się, z winy Jake’a, łamiąc serce dziewczyny.
Oczywiście spotykają się ponownie na studiach. Jake ma już wtedy nową dziewczynę, ale gdy spostrzega na imprezie Charley, nagle cały świat staje w miejscu. A Caplin wie, że dalej ją kocha i że jej samej nie jest to obojętne. Zaczynają ze sobą rozmawiać i poznawać się od nowa.

Jednak czy to wystarczy, aby Charley wybaczyła Jake’owi to co uczynił?

Szczerze? Ta książka, podobnie jak „To co najważniejsze” ma dobry motyw, ale jest beznadziejnie napisana. Lubię kiedy od przyjaźni i miłości bohaterowie wchodzą w nienawiść, a potem starają się wzajemnie zrozumieć, aby móc ponownie coś stworzyć, bo dalej czują między sobą wieź.
I tutaj tak właśnie jest, ale wiekszość dialogów jest tak infantylna oraz kompletnie bez sensu, że można by było równie dobrze wyciąć połowę tej książki i wtedy stałaby się bardziej wciągająca. 

To nie tak, że nie lubię Samanthy Young. Dałam jej jeszcze jedną szansę i naprawdę chciałam, żeby się udało. Połowcznie owszem, udało się. Gdyby dobre motywy przełożyła na konkretne dialogi to byłoby to naprawdę świetne połączenie, a co za tym idzie byłaby to świetna pozycja. Jednak jest albo nudnie, albo słodko do cukrzycy.
Mam jeszcze drugą część tej serii na półce, a z racji, że lubię się czasami pokatować to przeczytam ją (tylko 260 stron, to szybko pójdzie). Jednak po zakończeniu „ Tylko ty mnie zrozumiesz” więcej nie mam zamiaru sięgnąć po książki tej autorki. 
Oczywiście to tylko moja opinia, innych ta lektura może oczarować,

Laure

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger