piątek, 17 marca 2017

Wpadnij w objęcia Morfeusza



Jak wiecie, drugi tom trylogii „Mafijna miłość” już za mną, ale obiecałam sobie, że w marcu nadrobię piewszy. Nadrobiłam. Jak wyszło?

„Moje ciało i moje serce doskonale wiedzą, kto nimi zawładnął. Adam McKey. Panuje nade mną. Nad moim ciałem. Moim sercem. I moją duszą.”

„Koszmar Morfeusza” sprawił, że musiałam sięgnąć po pierwszą część, aby połączyć nici i rozwiązać pytania, które pojawiły się po jego przeczytaniu. Tym sposobem jadąc pociągiem wzięłam się za „Sny”, które tam też skończyłam. 



Cassandra Givens przyjechała z Toronto do Miami, za pracą, ale też pokazaniem ojcu, że potrafi dać sobie radę sama i utrzymać się, zarabiając na siebie. Udaje się na rozmowę kwalifikacyjną do firmy Art&Design. Tam zaś zostaje wyśmiana i obrażona przez przystojnego, tajemniczego prezesa o lodowatych niebieskich oczach. Adama McKeya. 

Chcąc odreagować idzie do restauracji ze swoimi znajomymi, ale kolacja nie układa się po jej myśli i końcem końców z nieznajomym dwudziestolatkiem, którego spotyka na ulicy udaje się do klubu Mirrors. 
Klubu, który kipi seksem. 
Tam zostaje przechwycona przez stanowczego mężczyznę tytułującego siebie Morefuszem, obiecującego jej cudowną noc i chętna idzie za nim do jego czarnej limuzyny. Oczywiście chcąc się rozerwać ulega mu i już w samochodzie, zaczynają się do siebie przystawiać. Potem, gdy dojeżdzają do jego domu, jest tylko goręcej, ale prawdziwe bum mamy dopiero w drodze powrotnej. 

Na następny dzień, Cass siedząc w domu i myśląc co ze sobą począć dostaje telefon, iż została przyjęta do pracy. Nie może w to uwierzyć, gdyż wychodząc dosadnie powiedziała dyrektorowi co o nim myśli. Udaje się do nowego miejsca pracy i tam poznaje oczy. Oczy, które widziała wczoraj w nocy. Nie chce jednak ryzykować i powstrzymuje się od komentowania (jeszcze).

Życie zaczyna toczyć się rytmem praca, przyjaciele, ale mamy tutaj cały szereg problemów młodej dziewczyny. Jak nie kłótnia z ojcem, to wyrzucenie z mieszkania, bądź ciągły brak pieniędzy na utrzmanie. 
Jednak to wszystko to mały pikuś, do tego co autorka serwuje nam w dalszej części tej pozcyji. 


„Sny Morfeusza” to książka, która trzyma w napięciu i ciągnie do czytania. Ja osobiście chciałam się dowiedzieć jak najwięcej o całej strukturze klubu i o tym dlaczego Morfeusz musi tam być. Połączyłam sobie wątki, które znałam z „Koszmaru...”, no i miło było wrócić do Tommyego i poznać ich pierwsze spotkanie z Cassandrą. 
Osobiście uważam, że pierwsza część jest dobrym wstępem do dalszych losów McKeya i Givens, ale ja sama wolę drugi tom. 
Cass jak irytowała mnie w „Koszmarze Morfeusza”, tak w „Snach...” ją znienawidziłam. Oczywiście to moje własne odczucie. Adam za to podobał, mi się bardziej, niż w drugiej części. Był jakiś...bardziej dosadny i męski. No i Tommy – mój faworyt. Uwielbiam go jeszcze bardziej. Jego pozytywne nastawienie i chęć życia sprawiają, że jest najbarwniejszą postacią w całej książce. 

Lubię serię „Mafijna miłość” i mogę to stwierdzić po dwóch tomach (trzeci w maju). Ciekawa jestem jak zakończy się przygoda tej dwójki, no i mam nadzieję na rozwinięcie wątku samego Mirrors.

„Sny Morfeusza” mogę polecić jako wstęp do czegoś mocniejszego i brutalniejszego jakim jest „Koszmar Morfeusza”. 
Jedyne czego nie potrafię wybaczyć to nieodmienionego słowa penis w każdej erotycznej scenie, ale tutaj zawiniła redaktorka, która pozmieniała, co teraz wygląda idiotycznie, ale na dłuższą metę, gdy człowiek się już wczyta to zwyczajnie przestaje zwracać na to uwagę.

Laure

2 komentarze:

  1. Nie potrafię sobie wyobrazić scen miłosnych z niedomienionym słowem "penis"! :D O ile tytuły samych książek są w porządku, o tyle nazwa całej serii, ,,Mafijna miłość", wydaje mi się śmieszna. :) Cała historia mogłaby być ciekawa, ale jakoś nieodmiennie kojarzy mi się z Greyem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Greya to uwierz mi ona nic nie ma :P

      Usuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger