wtorek, 7 marca 2017

Gościem bądź...



Jak wiecie, lubię sięgać po krótkie pozycje, kiedy w głębi umysłu zastanawiam się co dłuższego przeczytać. Przecież szkoda marnować czas na myślenie, jak można i myśleć i czytać. Mniejsza z tym. Na moim czytniku zagościła krótka książeczka od Sashy Moretti pod tytułem „Guest House”. 
Wzięłam ja na cel i przeczytałam. 

Jak wyszło?

Już na wstępie mogę napisać, że jeżeli nie jesteś fanem prawdziwych zboczonych erotyków, to możesz nie czytać dalej. Uprzedzam wcześniej, żeby potem nie było. 

Młoda 21- letnia studentka Taryn Moore, planuje spędzić przerwę międzysemestralną ze swoimi przyjaciółmi. Odkładała na te wakacje, każdego dolara, aby móc się odpreżyć. Jednak jedna decyzja na uczelni sprawiła, że dziewczyna została bez kasy i chcąc, nie chcąc widmo wakacji przepadło, na rzecz wyjazdu do domu na farmę, na którą napiszmy szczerze, niekoniczenie chciała jechać. 

Cud się stał, gdy zapłakana i zmartwiona siedziała pijac kawę i spotkała swojego ulubionego 
( i oczywiście jak to bywa przystojnego), wykładowcę Matta Bateman’a. Zaproponował jej kolację u niego w domu w towarzystwie swojej żony. 

Dziewczyna oczywiście się zgodziła, bo przecież jak ma żonę to nie będzie tutaj seksu.

Jak bardzo się myliła. 


Okazało się bowiem, iż piękna doktor Natasha Bateman, ma otwarty związek ze swoim mężem, przez co oboje podjęli decyzję, aby dziewczyna zamieszkała u nich na okres przerwy międzysemestralnej w ich gościnnym domku. Jak możemy wywnioskować, młoda Taryn powiedziała „tak”. 
A wraz z wejściem do gościnnego domu Batemanów, weszła w seksualny trójkąt. 

Nie wiem jak to jest, ale jak zacznę czytać romans, czy erotyk, mówiąc sobie, że to będzie tylko ten jeden i potem wezmę fantastykę, to nigdy mi nie wychodzi. Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego ksiażki pisane na jedno kopyto ( to tak ogólnie są pisane) wciągają mnie do tego stopnia, że po skończeniu jednego, biorę się za drugi. 

„Guest House” jest książką inną niż do tej pory czytałam, gdyż we wcześniejszych pozycjach nie spotkałam się jeszcze z trójkątem. Trójkątem nie na jedną noc, tylko ciągnącym się o wiele, wiele dłużej.  Jeżeli szukacie wybujałej fabuły, to tutaj jej nie znajdziecie. W tej pozycji jest seks, seks, seks, ale opisany w taki sposób, że o dziwo przyjemnie się to czyta. 

Dla fanów książek dziwnych, polecam jak najbardziej. Dla ciekawskich, tym bardziej.

Jeżeli jednak nie lubisz ciagłego seksu w książkach, a czytanie po angielsku nic nie wnoszących książek Cię nie rajcuje to możesz sobie śmiało odpuścić.

Laure

4 komentarze:

  1. Nigdy nie czytałam takich książek, ale fakt - angielski u mnie kuleje, więc na pewno sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też muszę podszkolić język aby czytać sobie książki po angielsku, bo często słyszę, że trzeba czekać szmat czasu na polskie wydanie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No akurat szczerze watpie, żeby ta pozycja pokazała się u nas w kraju

      Usuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger