niedziela, 11 września 2016

"Ona jest moim skrawkiem nieba w tym piekle na ziemi."

                                                            


                   "Taniec nad otchłanią"

Nie miałam wcześniejszej  okazji, spotkać się z panią Kristy Bromberg i  napić się kawy. Tydzień  temu, odwiedził mnie kurier z tak dużą paczką, że zrobiło mi się gorąco. Ciekawa, kolejnej książkowej historii, po zrobieniu w ulubionym kubku nektaru kofeinowego, zasiadłam do czytania i zniknełam ze świata zewnętrznego na 3 dni (z przerwami na posiłek i sen, bo kiedyś trzeba dać odpocząć oczom).

Historia „Tańca nad otchłanią” to opowieść o korespondencie wojennym Tannerze Thomasie i tajemniczej Beaux. Beaux Croslyn. Dziewczynie, która mimo, iż tajemnica to jej drugie imię, weszła w życie Tannera jak burza z piorunami i zmieniła je o 180 stopni. Na samym początku dowiadujemy się, że Thomas na jednym z reporterskich wyjazdów traci Stellę – narzeczoną. Ksiązka mówi nam, iż dziennikarz przeszedł wszystkie testy psychiczne i wrócił do pracy, niebezpiecznej pracy korepsondenta wojennego na Bliskim Wschodzie. Autorka  zgrabnie opisuje kotłujące się w jego głowie myśli oraz tęsknotę za swoją przyjaciółką z pracy, z  którą kiedyś łączyło go coś więcej. Podczas jednego wieczoru w hotelu reporterskim w jego życie wkrada się Beaux. Nieprzyzwoicie piękna, tajemnicza, niezależna i szaleńczo uparta kobieta. To właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa opowieść.

Beaux przewraca życie Tannera do góry nogami, gdy okazuje się, że została do niego przydzielona jako partnerka  w reportażach. Jej zadaniem jest robienie zdjęć wydarzeniom, które Thomas opisuje. On sam w pewnym momencie historii zaczyna rozumieć, że wydarzenia przeżyte z BJ, są okrutnie podobne do tych przeżytych ze Stellą i pomimo ciągłych kłótni i nadeptywania sobie na odcisk, ma pragnienie bronienia jej przed światem i niebezpieczeństwami, związanymi z taką, a nie inną pracą. Jednak, jak to mówią „ kto się czubi, ten się lubi” – tak samo jest i tutaj.  Mimo wzajemnych konfliktów między bohaterami istnieje jakaś więź. Więź, która ich do siebie przyciąga. Scen seksu jest mało, co jest ogromnym plusem, gdyż czytelnik może sam uruchomić wyobraźnię, jednak zbliżenia opisane są szczegółowo, choć nieprzesadnie. Można tutaj znaleźć myśli postaci biegnące z prędkością światła, ale też ukojenie, gdy ich ciała są ze sobą blisko. Autorka zawsze rozpędza „machinę doznań” powoli, od miłych słówek lub kłotni, do satysfakcjonującego finału. Jest delikatnie i jednocześnie stanowczo. Lektura trzyma czytelnika w ciągłym napięciu, z wyczekiwaniem co będzie dalej. 

Opowieść pisana  z perespektywy Tannera, pokazuje kunszt pracy pisarskiej Kristy Bromberg, gdyż moim zdaniem niewiarygodnie ciężko jest oddać myśli mężczyzny, gdy samej jest się kobietą. 
Zaś niesamowite umiejętności pisania o przemyśleniach bohatera, sprawiają że, w pewnym momencie czytelnik zaczyna czuć, jakby znał Thomasa osobiście. 
Rylee, która znana jest sympatykom serii, także ma swoje epizody w lekturze, czy to telefonicznie, czy też odwiedzając brata. Pomaga mu na swój sposób, przetrwać wydarzenia opisane w książce i doradza, co mógłby zrobić i czy warto. Jednak pojawia się ona może z cztery razy w ciągu całej lektury, co nie wymaga od czytelnika znajomości poprzednich częsci serii.



 Jak już wspominałam, nie miałam wcześniej styczności z twórczością Bromberg, ale mogę stwierdzić, iż siódmy tom serii „Driven” jest rewelacyjną przygodą, romansem dwóch wybuchowych chrakterów.
To mieszanka wojny o miłość i jednocześnie wojny w miłości.
Są tutaj niespodziewane zwroty akcji, które zaskakują, bo gdy już czytelnik ułoży sobie wszystko w głowie, nagle czytając dalej okazuje się, że wszystko co zaplanował jest błędne i legło w  gruzach. 
Bohaterowie są skomplikowani, dobrze przemyślani, chociaż na samym początku lektury miałam lekki mętlik w głowie, gdyż autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę.


Gdybym miała oceniać książkę w skali liczbowej, zwyczajnie nie potrafiłabym tego zrobić. Głównym powodem mojej niemocy jest to, iż ta książka na każdego zadziała inaczej.
Książkę polecam nie tylko fanom serii, ale również miłośnkom dobrej literatury, z dużą dozą romansu i akcji, ale ostrzegam – może to skutkować pragnieniem przeczytania wszystkich pozycji cyklu „Driven”.



PS. Za sposobność popełnienia opinii chciałam bardzo podziękować wydawnictwu Editio Red.





                                                                                                                                          Laure
 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz